Grupa rowerzystów MTB na leśnym szlaku w pagórkowatym terenie
Trasy i singletracki

Singletrack Glacensis – kompletny rundtour po CZ/PL

Data3.07.2026 DziałTrasy i singletracki Czytanie6 min AutorKamil Sobieraj
W tym artykule (7)
  1. Czym jest Glacensis i czym różni się od bike parku
  2. Plan rundtouru na 2-3 dni
  3. Jak się tam jeździ
  4. Logistyka i sezon
  5. Poziom wejścia: czy to teren dla każdego
  6. Plan B na deszcz i dzień wolny
  7. Najczęstsze błędy

Singletrack Glacensis to sieć budowanych tras MTB na pograniczu polsko-czeskim wokół ziemi kłodzkiej, licząca według oficjalnej strony ponad 200 km singletracków. Tak, dwieście, nie sto trzydzieści parę, jak wciąż powtarzają starsze wpisy w internecie: sieć przez lata urosła i stare liczby można wyrzucić do kosza. Spędziłem tam w zeszłym sezonie długi weekend i rozpisuję, jak ugryźć ten teren w formie rundtouru.

Czym jest Glacensis i czym różni się od bike parku

To nie jest jedno miejsce, tylko rozproszona sieć odcinków singletrack zbudowanych wokół kilku miejscowości po obu stronach granicy: po polskiej m.in. Stronie Śląskie, Międzygórze, Międzylesie, Złoty Stok i okolice Srebrnej Góry, po czeskiej zaplecze Gór Orlickich i Bystrzyckich. Trasy są projektowane i budowane pod MTB: jednokierunkowe, z przemyślanym profilem, oznakowane. Wyciągów w samej sieci nie ma, wszystko zapedałujesz, i to odróżnia Glacensis od klasycznych parków grawitacyjnych z krzesełkiem pod szczyt.

Na oficjalnej mapie na singletrackglacensis.com znajdziesz odcinki o nazwach takich jak Trojak, Jagodna, Dwie Przełęcze czy Pod Śnieżnikiem. Nazwy podaję za oficjalną mapą i tam też odsyłam po aktualne przebiegi, bo sieć jest rozbudowywana i papierowe opisy starzeją się szybko. Ważne dla planowania: poszczególne pętle są od siebie oddalone o kilkanaście do kilkudziesięciu kilometrów, więc auto jest częścią logistyki, chyba że robisz wersję wyprawową z dojazdami na kole.

Plan rundtouru na 2-3 dni

Mój układ z zeszłego sezonu, do skopiowania:

  • Dzień 1: rejon Stronia Śląskiego i Śnieżnika. Najwięcej zbudowanych kilometrów w jednym miejscu, pętle da się łączyć w całodniową jazdę. Baza noclegowa na miejscu, od pensjonatów po kwatery.
  • Dzień 2: Międzygórze i okolice. Mniej kilometrów, więcej klimatu: stare kurorty, lasy, strome zbocza doliny. Po południu przebitka autem w stronę Złotego Stoku.
  • Dzień 3: Złoty Stok i Srebrna Góra. Zamykasz pętlę na północy regionu. Uwaga na nazewnictwo: Złoty Stok to punkt sieci singletracków, nie bike park, nie myl tych pojęć przy planowaniu.

Jeżeli zostaje ci czas albo pogoda się sypie, w regionie są też ośrodki grawitacyjne z wyciągami: Bike Park Czarna Góra, trasy enduro w Srebrnej Górze z opcją shuttle i rodzinny park w Zieleńcu. Oficjalna strona Glacensis sama je wymienia jako uzupełnienie sieci, traktuj je jako plan B z windą albo deser po dwóch dniach pedałowania, kiedy nogi proszą o grawitację bez podjazdów.

Jak się tam jeździ

Charakter tras jest bliższy naturalnemu trailowi niż wygładzonemu flow. Kamień pojawia się regularnie, ale nie w takim stężeniu jak na Rychlebskich Ścieżkach, które zresztą leżą na tyle blisko, że dają się spiąć w jeden dłuższy wyjazd po obu stronach Sudetów. Profil typowej pętli: podjazd drogą leśną lub łagodnym trawersem, zjazd singletrackiem, powtórz. Przewyższenia pojedynczych pętli wychodzą u mnie w setkach metrów, dzień kończysz z wynikiem jak po porządnym dniu w Beskidach.

Sprzętowo to teren dla trail bike’a: 130-150 mm skoku w sam raz, hardtail przeżyje wszystko poza najbardziej kamienistymi fragmentami. Opony z solidniejszą karkasą się bronią, bo sudecki kamień potrafi ciąć boki tak samo dobrze jak ten czeski za miedzą. Z e-MTB sprawa wygląda ciekawie: brak wyciągów czyni z Glacensis naturalne środowisko dla wspomagania i widywałem tam elektryków więcej niż gdziekolwiek w polskich górach. Zasięgowo dzień na pętlach wokół jednej bazy mieści się w jednej baterii przy rozsądnym trybie, ale ładowarka w aucie to standard, nie opcja.

Logistyka i sezon

Dojazd z południa Polski jest prosty: ziemia kłodzka leży w zasięgu 2-3 godzin auta z większości Śląska. Sezon realnie trwa od maja do października, w wyższych partiach wokół Śnieżnika śnieg potrafi leżeć długo, a wiosenne roztopy robią z niektórych odcinków gąbkę. Lipiec, w którym to piszę, to środek sezonu: trasy suche, dni długie, jedyny minus to popołudniowe burze, które w Sudetach przychodzą szybciej, niż pokazuje radar.

Noclegowo najwygodniejsza jest jedna baza na cały wyjazd w okolicach Stronia albo Lądka i gwiazdowe wypady autem. Lądek dorzuca bonus w postaci zaplecza po jeździe: kawiarnie i termy, czyli regeneracja, której beskidzkie wsie mogą pozazdrościć i którą po trzech dniach pedałowania traktujesz jako element planu, nie luksus.

Poziom wejścia: czy to teren dla każdego

Tak, i to jest jedna z mocniejszych stron Glacensis. Trasy mają zróżnicowane trudności i oznaczenia, więc skład mieszany poziomowo da się tu obsłużyć lepiej niż w większości polskich gór: słabsza część ekipy kręci łatwiejsze pętle wokół bazy, mocniejsza dokłada techniczne odcinki i wszyscy spotykają się na obiedzie. Dla osoby po pierwszym sezonie jazdy w terenie budowany singletrack jest zresztą bezpieczniejszym środowiskiem nauki niż naturalny szlak: przeszkody są przewidywalne, najazdy czytelne, a kierunek jazdy jeden, więc zza zakrętu nie wyjedzie nikt z naprzeciwka. Jedyne, czego ten teren nie wybacza nikomu, to braku kondycji, bo każdy zjazd trzeba sobie zapedałować.

Plan B na deszcz i dzień wolny

Sudecka pogoda potrafi wyłączyć jazdę na pół dnia i dobrze mieć w zanadrzu alternatywy. Moja krótka lista z zeszłego wyjazdu: termy i kawiarnie Lądka-Zdroju na regenerację, kopalnia złota w Złotym Stoku na klasyczną turystykę oraz objazd sklepów rowerowych w Kłodzku, kiedy okazało się, że zapasowe klocki zostały w domu na półce, dokładnie tam, gdzie je odłożyłem, żeby nie zapomnieć. Jeżeli deszcz jest przelotny, najszybciej wysychają odcinki na przepuszczalnym, kamienistym podłożu wyższych partii, a najdłużej trzymają wodę dolne, gliniaste fragmenty: planując dzień po opadach, odwróć typową kolejność i zacznij od góry.

Najczęstsze błędy

  • Planowanie po starych mapach. Sieć urosła do ponad 200 km i dalej się zmienia. Jedynym źródłem prawdy jest oficjalna mapa, nie wpis blogowy z 2019 roku, ten mój za parę lat też zweryfikuj.
  • Próba zaliczenia wszystkiego w weekend. Odległości między pętlami zjadają czas. Lepiej dokładnie objechać dwa rejony, niż liznąć pięć.
  • Mylenie Glacensis z bike parkiem. Brak wyciągu oznacza, że kondycja ustawia ci limit zjazdów. Licz pętle w godzinach pedałowania, nie w liczbie zjazdów.
  • Ignorowanie strony czeskiej. Paszport w kieszeń (dowód wystarczy, ale wiesz, o co chodzi) i korzystaj z tego, że granica jest tu formalnością.

W moim prywatnym rankingu polskich kierunków MTB Glacensis gra w pierwszej trójce i jest najlepszym argumentem za tym, że budowane singletracki to przyszłość naszego sportu. Jak po sudeckim weekendzie zostanie ci głód dłuższych dystansów, zestawiłem też plan na pętlę wokół Tatr: zupełnie inna jazda, ale podobna skala przygody.