W tym artykule (8)
- 1. Kozia Góra z centrum Bielska - klasyk na po pracy
- 2. Dębowiec i Szyndzielnia - flow z gondolą
- 3. Klimczok przez Szyndzielnię - pętla na pół dnia
- 4. Szczyrk i rejon Skrzycznego - grawitacja
- 5. Wisła i rejon Stożka - dla szukających spokoju
- Jak ułożyć z tego tydzień jeżdżenia
- Sprzęt pod Beskid Śląski
- Kiedy to NIE ma sensu
Beskid Śląski to mój teren domowy i jednocześnie rejon z najlepiej rozwiniętą siecią budowanych singletracków w polskich górach. Zebrałem pięć pętli, które realnie jeżdżę, od miejskiego klasyka pod Kozią Górą po dłuższe wyrypy. Wszystkie konkrety o trasach Enduro Trails znajdziesz na endurotrails.pl, ja dokładam kontekst, którego na oficjalnej stronie nie ma: błoto, kolejność i gdzie kawa.
1. Kozia Góra z centrum Bielska – klasyk na po pracy
Najkrótsza pętla na liście i jedyna, którą da się zrobić w godzinę z hakiem, startując spod bloku. Podjazd asfaltem lub szutrami nad Cygański Las, a w dół zbudowane trasy Enduro Trails: Stefanka i Cyganka to najczęstszy wybór. To trasy budowane, z bandami i przeszkodami, jednokierunkowe, więc nikt nie wjedzie ci czołowo. Po 2 sezonach regularnego jeżdżenia tutaj mogę powiedzieć, że to najlepszy stosunek frajdy do logistyki w Polsce: zero auta, zero wyciągu, pełny trening.
2. Dębowiec i Szyndzielnia – flow z gondolą
Druga miejska opcja, tym razem z windą. Kolej gondolowa na Szyndzielnię wozi rowery: gondole mają po dwa haki, limit to 25 kg na hak, więc e-MTB na styk, ale wjeżdża (szczegóły na stronie kolei). Z góry masz do wyboru m.in. Twistera i RockNRollę, dwie niebieskie trasy flow, które według oficjalnych danych mają łącznie ponad 11 km. To najprzyjemniejszy odcinek budowanych tras w okolicy: szybki, przewidywalny, idealny na naukę pompowania. W weekendy bywa tłoczno, jedź rano albo w tygodniu.
3. Klimczok przez Szyndzielnię – pętla na pół dnia
Rozszerzenie wariantu numer dwa dla tych, którym mało. Z Szyndzielni grzbietem na Klimczok, kawałek klasycznego beskidzkiego szlaku z kamieniem i korzeniem, potem zjazd w stronę Bystrej i powrót dołem do Bielska. Mieszanka tras budowanych i naturalnych, czyli to, co w Beskidzie Śląskim najlepsze. Przewyższenie całości wychodzi u mnie w okolicach tysiąca metrów, zależnie od wariantu, więc traktuj to jako pełnoprawny trening, nie spacer.
4. Szczyrk i rejon Skrzycznego – grawitacja
Skrzyczne to najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego i naturalny kierunek, jak chcesz więcej zjazdu na raz. W obrębie ośrodka działają trasy grawitacyjne, ale godziny pracy wyciągów dla rowerów i aktualną ofertę sprawdź przed wyjazdem u źródła, bo to się zmienia z sezonu na sezon i nie chcę ci tu wpisywać cennika, który za rok będzie fikcją. Wariant bez wyciągu: podjazd szutrami od strony Szczyrku i zjazd szlakami, klasyka beskidzkiego enduro. Jeżeli wolisz w pełni zorganizowaną grawitację z parkowym utrzymaniem tras, opisałem osobno Bike Park Kasina, do którego z Bielska jedzie się nieco ponad godzinę.
5. Wisła i rejon Stożka – dla szukających spokoju
Najmniej oczywisty punkt listy. Rejon Wisły nie ma takiej sieci budowanych tras jak Bielsko, ale ma gęstą siatkę szutrów stokowych i szlaków, z których da się składać pętle na cały dzień, a ludzi jest wyraźnie mniej. Konkretnych nazw tras nie podaję celowo, bo poza oficjalnymi szlakami legalność bywa szara: trzymaj się dróg leśnych i szlaków, gdzie ruch rowerowy jest dopuszczony, i miej mapę w telefonie. Traktuj ten rejon jako eksplorację, nie jako gotowy produkt. Nagrodą za samodzielność jest jazda w ciszy, której po zachodniej stronie Bielska już nie uświadczysz, plus widoki na czeską stronę grzbietu. Na kawę i regenerację zjeżdżasz do centrum Wisły, zaplecze gastronomiczne jest tam pełnowymiarowe przez cały rok.
Jak ułożyć z tego tydzień jeżdżenia
Jeżeli przyjeżdżasz do Bielska na dłużej, kolejność ma znaczenie. Dzień pierwszy: Kozia Góra, na rozpoznanie nawierzchni i rozjeżdżenie nóg po podróży. Dzień drugi: gondola i flow na Szyndzielni, kiedy ręce są jeszcze świeże. Dzień trzeci: regeneracyjnie nisko albo wolne. Dzień czwarty: pełna pętla przez Klimczok, czyli najdłuższy wariant na najlepsze nogi. Piątka ze Szczyrkiem albo Wisłą zostaje na finał, zależnie od pogody i tego, czego ci brakowało. Ten układ przerabiałem z kumplami z Warszawy dwukrotnie i za każdym razem kończyli tydzień zmęczeni dokładnie tak, jak planowali.
Sprzęt pod Beskid Śląski
Teren jest łaskawy dla każdego sprzętu od solidnego hardtaila wzwyż, ale dwie rzeczy realnie poprawiają komfort. Pierwsza: opony z miękką mieszanką z przodu, bo beskidzki kamień i mokry korzeń premiują przyczepność nad trwałość. Druga: klocki hamulcowe w zapasie, zjazdy z Szyndzielni i Klimczoka są na tyle długie, że zużycie zaskakuje ludzi z płaskich okolic. Skok 130-150 mm to złoty środek: wystarcza na wszystko z tej listy, a nie ciąży na podjazdach, które tu zawsze w końcu przychodzą. Po 2 sezonach na tych trasach mogę powiedzieć, że więcej niż 160 mm ma sens tylko, jak zostajesz wyłącznie przy wariancie gondolowym.
Kiedy to NIE ma sensu
- Po większych opadach. Beskidzki less plus korzenie to mydło. Trasy budowane na Koziej Górze trzymają się nieźle, ale naturalne szlaki na Klimczoku po deszczu to walka o przetrwanie hamulców.
- W długi weekend na Szyndzielni. Kolejka do gondoli z rowerem potrafi zjeść godzinę. Wtedy lepszy jest wariant pierwszy, własnymi nogami.
- Zimą i wczesną wiosną na grzbietach. Śnieg na północnych stokach leży długo. W marcu jeździ się nisko albo wcale, pisałem o tym przy okazji trasy wokół Tatr, która wysycha pierwsza.
Jak znasz te pętle i chcesz czegoś nowego w promieniu godziny, sprawdź Beskid Mały, czyli rejon, który większość ludzi omija z czystej niewiedzy. A jak planujesz bazę wypadową w samym mieście, rozpisałem osobno cztery kierunki startu z Bielska-Białej.


