W tym artykule (9)
Jura Krakowsko-Częstochowska to dla MTB-owca z Beskidów teren odpoczynkowy, który co roku przypomina mi, że przewyższenie to nie wszystko: wapienne ostańce, piach, szybkie leśne dukty i zamki co kilkanaście kilometrów. Zebrałem pięć rejonów, w których realnie jeżdżę pętle, plus uczciwą sekcję o tym, gdzie na Jurze rowerem wjechać nie wolno.
1. Olsztyn koło Częstochowy
Północny kraniec Jury i moim zdaniem najlepsze wejście w ten teren. Ruiny zamku widoczne z daleka, wokół sieć leśnych duktów i szutrów, z których składasz pętlę dowolnej długości. Nawierzchnia szybka, piach pojawia się punktowo. Uwaga praktyczna: okolica ma rezerwaty (m.in. lasy na południe od Olsztyna), więc trzymaj się dróg i szlaków, na których ruch rowerowy jest dopuszczony, zamiast ciąć przez chronione wąwozy. Po jeździe rynek w Olsztynie obsługuje wszystkie potrzeby kalorii prostych, a widok ruin z lodami w ręce to lokalna instytucja.
2. Złoty Potok i Ostrężnik
Kilkanaście kilometrów na południe od Olsztyna zaczyna się rejon, który uważam za najładniejszy kawałek północnej Jury: stawy w dolinie Wiercicy, buczyny, skały Ostrężnika z ruinami strażnicy. Pętle buduje się tu wokół znakowanych szlaków rowerowych, a teren jest na tyle zróżnicowany, że krótka runda potrafi zająć pół dnia, bo co chwilę schodzisz z roweru coś obejrzeć.
3. Podlesice, Mirów i Bobolice
Środek Jury i jej najbardziej pocztówkowy fragment: Góra Zborów, skały Podlesic, a po sąsiedzku para zamków Mirów i Bobolice połączonych grzbietem. Jeździ się po drogach polnych i szutrach między skałami, pamiętając, że same rezerwaty (jak Góra Zborów) są dla rowerów zamknięte i rower zostaje pod skałą, a wierzchołek robisz pieszo. To dobre miejsce na pętlę łączoną z klasycznym zwiedzaniem, dlatego wysyłam tu każdego, kto chce pokazać Jurę komuś niejeżdżącemu.
4. Podzamcze i Ogrodzieniec
Największy zamek Jury i najbardziej oblegany punkt regionu. Rowerowo najciekawsze jest to, co wokół: pofałdowany teren między Podzamczem, Ryczowem i okolicznymi ostańcami, gdzie zaczyna się jurajski mikrorelief, czyli krótkie, strome hopki na wapieniu. Tu po raz pierwszy na Jurze poczujesz, że zjazd może wymagać techniki. W weekendy startuj wcześnie, parking pod zamkiem po dziesiątej to już impreza masowa, a pętla rowerowa w tłumie traci cały sens.
5. Smoleń i Dolina Wodącej
Mój faworyt na południu. Zamek Smoleń na stromym wapiennym stożku, a pod nim Dolina Wodącej ze skałami i jaskiniami w okolicznych wzgórzach. Ruch turystyczny mniejszy niż pod Ogrodzieńcem, a teren daje najwięcej jazdy technicznej z całej piątki: kamieniste ścieżki, krótkie ostre podjazdy, zjazdy wymagające uwagi. Tutaj rower z pełnym zawieszeniem przestaje być przesadą, choć hardtail wciąż wystarcza, jeśli umiesz wybierać linie przejazdu.
A co z Ojcowem? Uczciwie o zakazach
Południowy kraniec Jury to Ojcowski Park Narodowy i tu trzeba powiedzieć wprost: OPN to nie jest teren do jazdy MTB. Park dopuszcza rowery na dwóch znakowanych trasach rowerowych (czarna, ok. 6,7 km, i niebieska, ok. 6 km) oraz na drogach publicznych, natomiast szlaki piesze poza nielicznymi wyjątkami są dla rowerów zamknięte. Zasady i przebiegi sprawdź na stronach parku przed wizytą, bo szczegóły się zmieniają. Moja rekomendacja: Dolinę Prądnika obejrzyj pieszo, a rower zostaw na resztę Jury. Ta sama zasada dotyczy zresztą wszystkich jurajskich rezerwatów: granice są oznaczone, objazdy istnieją, a tłumaczenie się strażnikowi z roweru w wąwozie psuje dzień skuteczniej niż dodatkowe pięć kilometrów legalnego objazdu. Po piesze warianty zwiedzania jurajskich dolin i zamków odsyłam do Roberta z mojszlak.pl, który ten teren rozpisuje z perspektywy butów, nie kół.
Jak ułożyć z tego weekend
Jura jest rozciągnięta południkowo na dobre sto kilometrów, więc próba objechania wszystkich pięciu rejonów w dwa dni to głównie jazda autem. Sensowny podział wygląda tak: weekend północny z bazą w okolicach Olsztyna albo Złotego Potoku (rejony 1 i 2 plus ewentualnie wypad pod Mirów) oraz weekend południowy z bazą koło Podzamcza (rejony 4 i 5 z Podlesicami po drodze). Noclegowo Jura pracuje na turystyce wspinaczkowej od dekad, więc kwater i agroturystyk nie brakuje poza szczytem sezonu. Bonus logistyczny: większość baz wypadowych leży 60-90 minut autem od Katowic czy Krakowa, co czyni z Jury najtańszy kierunek weekendowy dla połowy południowej Polski. Z Bielska traktuję ją wręcz jako teren jednodniowy, wyjazd o 7:00, pętla, obiad, powrót przed wieczorem.
Sprzęt na Jurę
Pełne zawieszenie zostaje w garażu, chyba że celujesz wyłącznie w rejon piąty. Optymalny zestaw to hardtail albo lekki full z szybkim ogumieniem: teren premiuje toczenie, nie skok. Dwie korekty względem setupu beskidzkiego, które u mnie weszły na stałe: ciśnienie w oponach w dół na odcinki piachu i twardsza mieszanka, bo wapienne kamienie ścierają miękkie klocki opon w tempie przyspieszonym. Buty i pedały dowolne, ale jeśli planujesz wchodzić na zamkowe wzgórza i punkty widokowe, sztywna podeszwa szosowego rodowodu zamienia każdy taki spacer w pokutę, wiem, bo sprawdziłem.
Praktyka: piach, woda, sezon
- Piach. Znak firmowy Jury. Po suszy odcinki piachu robią się głębokie, niskie ciśnienie i przerzutka w lewo załatwiają sprawę w 90 procentach przypadków.
- Woda. Wapień nie trzyma wody na powierzchni, strumieni jak w Beskidach tu nie ma. Dwa bidony latem to minimum, sklepy tylko we wsiach.
- Mokry wapień. Po deszczu skała i kamienie na ścieżkach są śliskie jak kafelki. Planuj jazdę na sucho, po opadach wybieraj dukty.
- Sezon. Jura działa od wczesnej wiosny do późnej jesieni, a bezśnieżną zimą też bywa przejezdna. W lipcowe upały las ratuje, otwarte odcinki między skałami już nie.
Wszystkie te rejony nawleka na jedną nitkę czerwony Rowerowy Szlak Orlich Gniazd, o którym napisałem osobny plan przejazdu w 2 dni: to najlepszy sposób, żeby zobaczyć całość zamiast wycinków. A jeżeli Jura ma być tylko przerywnikiem, w przewodniku po starcie z Bielska-Białej opisuję, jak traktuję ją jako wypad z mojego domowego terenu.


