Skok na rowerze zjazdowym na trasie bike parku
Bike-park i enduro

Bike Park Kluszkowce – pierwszy dzień na czarnych

Data17.05.2026 DziałBike-park i enduro Czytanie5 min AutorKamil Sobieraj
W tym artykule (6)
  1. Cztery linie i co tu znaczą „czarne"
  2. Jak wyglądał mój pierwszy dzień sezonu
  3. Karnety: ceny ze strony ośrodka
  4. Wypożyczalnia i MTB Academy
  5. Setup: co się sprawdziło
  6. Dla kogo i jakie błędy popełnisz

Kolej w Bike Parku Kluszkowce przy ośrodku Czorsztyn-Ski rusza w weekend majowy i od tego momentu park jeździ w każdy weekend, a w wakacje codziennie. Byłem na miejscu w jeden z pierwszych weekendów sezonu – poniżej relacja plus konkrety: trasy, karnety, wypożyczalnia i to, co bym zrobił inaczej.

Cztery linie i co tu znaczą „czarne”

Park oznacza cztery trasy zjazdowe: Green line, A-line, Free ride i Down Hill. Uczciwie: czarnego koloru w oficjalnych nazwach nie znajdziesz, więc tytułowe „czarne” to język potoczny – tak z kumplami mówimy o dwóch najtrudniejszych liniach, Free ride i Down Hill, przeznaczonych dla jeźdźców średniozaawansowanych i zaawansowanych. Green line to klasyczna trasa wejściowa, A-line robi pomost między rozgrzewką a właściwą jazdą. Układ czytelny i logiczny: każda linia ma swoją rolę i nie ma tras-zapchajdziur.

Jak wyglądał mój pierwszy dzień sezonu

Schemat klasyczny. Dwa kółka na Green line na obudzenie pamięci mięśniowej, dwa na A-line z rosnącą prędkością, potem reszta przedpołudnia na Free ride. Po przerwie Down Hill: pierwszy przejazd na rekonesans, wolno i z oglądaniem sekcji, dopiero kolejne z tempem. Tę procedurę zna każdy, a i tak co roku widzę ludzi, których pierwszy zjazd sezonu odbywa się z marszu na najtrudniejszej linii i kończy się gdzieś w bandzie. Nie polecam tej wersji wydarzeń.

Bonus, za który Kluszkowce lubię od lat: widoki. Stok Wdżaru wisi nad Jeziorem Czorsztyńskim, a przy dobrej pogodzie z górnej stacji widać Tatry. Na kanapie wjazdowej nie da się na to nie patrzeć.

Dzień drugi poszedł według innego planu: przedpołudnie na powtarzaniu dwóch sekcji Free ride’u, które pierwszego dnia jechałem zachowawczo, potem trzy pełne przejazdy Down Hillu z naciskiem na płynność zamiast brawury. To dla mnie największa zaleta karnetu dwudniowego: pierwszego dnia mapujesz trasy, drugiego realnie nad nimi pracujesz. Przy okazji obserwacja spod kolei: największy ruch robi się między jedenastą a piętnastą, więc wczesny start i późne popołudnie to najprzyjemniejsze okna na jazdę.

Karnety: ceny ze strony ośrodka

Stan na wiosnę 2026 według cennika na stronie Czorsztyn-Ski:

  • karnet dzienny: 150 zł,
  • 10 przejazdów: 130 zł,
  • karnet 2-dniowy: 250 zł,
  • karnet 3-dniowy: 370 zł,
  • do każdego dochodzi 10 zł zwrotnej kaucji za kartę.

Wariant 10 przejazdów to dobra opcja na pierwszy raz: przy czterech trasach spokojnie starcza na objechanie wszystkiego i powtórzenie ulubionych, a kosztuje mniej niż dniówka. Przed wyjazdem i tak zerknij na aktualny cennik, bo kwoty między sezonami się przesuwają.

Rachunek dla jadących z daleka: dwudniowy karnet za 250 zł plus nocleg w okolicy wychodzi sensowniej niż dwa osobne wypady z dziennymi karnetami i podwójnym paliwem. Rejon Jeziora Czorsztyńskiego ma gęstą bazę noclegową w każdym standardzie, więc nawet spontaniczny wyjazd w środku lata zwykle da się domknąć bez dramatu budżetowego.

Wypożyczalnia i MTB Academy

Na dole działa wypożyczalnia z rowerami górskimi, enduro i elektrycznymi, a ośrodek prowadzi też MTB Academy ze szkoleniami dla początkujących. Jeśli to twój pierwszy kontakt z parkiem, godzina z instruktorem na starcie zwróci się szybciej niż jakikolwiek upgrade sprzętu – pozycja na bandzie to umiejętność, nie część roweru. Co do elektryków w wypożyczalni: przypomnę tylko, że w parku zjazdowym silnik nie pomaga, bo na górę i tak wywozi kolej.

Setup: co się sprawdziło

Jechałem na swoim Canyonie Spectral ze 150 mm skoku z przodu i to jest sprzęt adekwatny do wszystkich czterech linii. Z ustawień: ciśnienia w oponach minimalnie wyżej niż na beskidzkich singlach, szybsze odbicie z tyłu pod serie band na A-line. Z ochrony: kolana i full face od pierwszego przejazdu – początek sezonu to statystycznie najlepszy moment na głupią glebę, a majowa nawierzchnia po zimie bywa kapryśna: miejscami sypko, miejscami mokro, przyczepność zmienia się z zakrętu na zakręt.

Dla kogo i jakie błędy popełnisz

Kluszkowce najlepiej działają dla jeźdźców, którzy z poziomu zielonych i niebieskich chcą przejść wyżej: progresja między czterema liniami jest naturalna i bezpieczna. Najczęstsze błędy, jakie widziałem w ten weekend:

  • start z marszu na Down Hill bez rekonesansu,
  • opony i zawieszenie na ciśnieniach „z garażu”, nieprzystosowanych do mokrego majowego stoku,
  • jazda bez ochraniaczy kolan, bo „przecież tylko Green line” – to właśnie na łatwych trasach rozluźnienie kończy się glebami,
  • zero przerw i pompa przedramion w południe, czyli koniec dnia w praktyce.

Jest jeszcze błąd numer pięć, mój własny sprzed lat: traktowanie Kluszkowiec jako parku „na przejeździe”, odhaczanego w dwie godziny w drodze nad jezioro. Te cztery linie zasługują na pełny dzień, a najlepiej dwa – dopiero przy powtórkach widać, jak dobrze są poprowadzone i ile niuansów chowają na drugi i trzeci przejazd.

Sezon planuję tak, żeby Kluszkowce wracały u mnie co najmniej dwa razy: raz wiosną, raz pod koniec lata, w połączeniu z Gravity Parkiem na Kotelnicy w Białce, bo oba parki dzieli niecała godzina drogi i robią razem solidny podhalański weekend. A jeśli dopiero układasz swój parkowy kalendarz, zacznij od mojego przewodnika po Kasinie – tam sezon zaczyna się najwcześniej. Szczegóły tras i aktualności: oficjalna strona Czorsztyn-Ski.