W tym artykule (6)
Enduro Trophy to nazwa, która regularnie wraca w pytaniach od czytelników: co to za zawody, czy jeszcze się odbywają, jak wystartować. Sprawdziłem stan na lato 2026 i wynik jest przewrotny: oficjalna strona cyklu nie działa (domena wisi na giełdzie), a kalendarza nowych edycji nie znalazłem. Za to sam format, który Enduro Trophy pomagało w Polsce spopularyzować, ma się świetnie – tylko pod innymi szyldami. Po kolei.
Czym było Enduro Trophy
Enduro Trophy to jeden z pionierskich polskich cykli zawodów enduro MTB, jeżdżony na południu kraju już kilkanaście lat temu – ślady relacji z edycji sięgają 2012 roku. Format był klasyczny dla enduro: kilka odcinków specjalnych mierzonych na czas, połączonych dojazdówkami, na których zegar nie tyka. Dla wielu ludzi z mojego pokolenia to były pierwsze zawody, w których dało się wystartować bez licencji, teamu i ciężarówki sprzętu. Tamta formuła zrobiła robotę edukacyjną: pokazała, że enduro to ściganie dla każdego, kto regularnie jeździ w góry, a nie zamknięta dyscyplina dla zawodników zjazdu. Co dokładnie stało się z cyklem później, nie podejmuję się rozstrzygać – dziś po prostu nie znajdziesz go w kalendarzu, a nazwa żyje głównie w pytaniach takich jak te, które dostaję.
Format enduro w pigułce
Jeśli nigdy nie widziałeś zawodów enduro od środka, mechanika jest prosta:
- Odcinki specjalne (OS-y) – mierzone elektronicznie zjazdowe sekcje, zwykle techniczne, na których rozstrzyga się wynik. Startuje się pojedynczo, w odstępach.
- Dojazdówki – przejazdy między OS-ami we własnym tempie, bez pomiaru czasu. To tu pedałujesz pod górę i regenerujesz się przed kolejną próbą.
- Wynik – suma czasów ze wszystkich OS-ów. Wygrywa nie ten, kto raz pojechał szybko, tylko ten, kto był równy cały dzień.
W tym formacie siedzi cały urok enduro: liczy się technika zjazdu, ale bez kondycji na dojazdówkach nie dowieziesz wyniku. To wyścig dla ludzi, którzy po prostu jeżdżą w góry na rowerze – sprzęt i umiejętności z normalnych weekendów przekładają się wprost.
Jak wygląda dzień zawodów od środka
Plan typowej imprezy: rano biuro zawodów i odbiór numeru, potem okno na przejazdy zapoznawcze, start pierwszych zawodników przed południem, OS-y rozłożone na kilka godzin, dekoracja pod koniec dnia. Między OS-ami nikt cię nie goni, ale limity czasowe na dojazdówki istnieją – nie da się zrobić z zawodów pikniku z dwugodzinną przerwą na obiad. Z mojego doświadczenia najwięcej nerwów zjada nie jazda, tylko logistyka pierwszego startu: gdzie się odprawić, gdzie zostawić auto, o której mój start. Dlatego na debiut przyjedź z dużym zapasem czasu – ten chaos organizacyjny po dwóch startach przestaje istnieć.
Gdzie realnie wystartujesz w 2026
Największy działający cykl amatorski w kraju to Enduro MTB Series. Według informacji organizatora zawody wyglądają dokładnie tak, jak opisałem wyżej: starty na OS-y pojedynczo, elektroniczny pomiar czasu, dojazdówki bez presji, do tego przejazdy zapoznawcze przed wyścigiem. Wpisowe w przedsprzedaży (do 30 dni przed imprezą) to 110 zł, rejestracja późniejsza 150 zł, a pakiet trzech startów w sezonie kosztuje 300 zł. Zapisy działają online na stronie cyklu. Obok tego żyją zawody lokalne organizowane przy miejscówkach enduro – kalendarze ogłaszane są zwykle wiosną, więc śledź profile tras, na których jeździsz. Przegląd samych miejscówek zebrałem w przewodniku po enduro w Polsce.
Pierwszy start: praktyka
Po 2 sezonach okazjonalnego ścigania mogę powiedzieć, że bariera wejścia jest niżej, niż się wydaje. Sprzęt: full trail/enduro 140-160 mm w pełni wystarcza, ważniejsze są świeże klocki, sprawne zawieszenie i opony dobrane do warunków. Kask: wymagania określa regulamin konkretnej imprezy, ale na techniczne OS-y full face to rozsądny standard niezależnie od przepisów. Strategia debiutanta sprowadza się do trzech zasad: przejedź OS-y na spokojnie podczas zapoznania, na wyścigu nie pal się na pierwszym odcinku i pilnuj jedzenia oraz picia, bo dzień zawodów to często 4-6 godzin w terenie. Trenujesz to wszystko w każdy weekend, w którym jeździsz – na przykład na bielskich trasach, gdzie charakterystyka zjazdów jest bliska zawodniczym OS-om.
Z rzeczy, o których nikt nie mówi debiutantom: obejrzyj prognozę i przygotuj dwa warianty opon, bo OS-y po nocnym deszczu to inna dyscyplina niż te same OS-y na sucho. I druga rada: zapisz się z kumplem. Dzień zawodów we dwóch to połowa stresu i podwójna frajda, a dojazdówki mijają szybciej.
Najczęstsze błędy debiutantów
- Sto procent na OS1 i zgaszone nogi na resztę dnia – równość bije brawurę.
- Świeże, nieprzetestowane opony albo setup zmieniony dzień przed startem.
- Ignorowanie dojazdówek w planowaniu sił: to tam pracuje kondycja.
- Brak narzędzi i dętki przy sobie – na enduro serwisujesz się sam, w trasie.
- Brak planu żywieniowego: baton zjedzony w biurze zawodów to za mało na pięć godzin w terenie. Na dojazdówkach jedz regularnie, zanim poczujesz głód, nie po.
Enduro Trophy jako marka może i zniknęło z radaru, ale jego dziedzictwo – format, w którym zwykły jeździec może w weekend stanąć na starcie – jest dziś w Polsce dostępne jak nigdy. Wystarczy kliknąć zapisy. Do zobaczenia gdzieś na dojazdówce – będę tym gościem, który je batona, zanim poczuje głód.


