W tym artykule (7)
Romet Aspre 2 to prawdopodobnie najczęściej wyszukiwany polski gravel i rower, o który pytało mnie już trzech znajomych, bo przecież „znam się na rowerach”. Problem w tym, że ja jeżdżę MTB, a gravel to inna dyscyplina. Pożyczyłem więc Aspre 2 od kumpla na dwa tygodnie lipca i przejechałem na nim około 300 km po beskidzkich szutrach, dolinach i asfaltach. Recenzja jest uczciwa, ale pisana z perspektywy człowieka, który na co dzień ma 150 mm skoku z przodu i dropper pod kciukiem.
Najpierw porządek w nazwach: to gravel, nie crosser i nie MTB
Ludzie szukają „crosser Romet”, więc odnotujmy: przełajówka (crosser) to rower do wyścigów przełajowych, gravel to rower do długiej jazdy po szutrach, a cross trekking to w ogóle inna kategoria ze sklepowej nomenklatury. Aspre jest gravelem pełną gębą: kierownica baranek, opony szutrowe, geometria pod długie godziny w siodle. Z MTB łączy go tylko to, że oba zjeżdżają z asfaltu. Na tym podobieństwa się kończą i o tym jest ten tekst.
Specyfikacja: dużo roweru w rozsądnych pieniądzach
Egzemplarz kumpla to rocznik 2024: rama aluminiowa 6061, widelec karbonowy, napęd Shimano GRX RX400 2×10 z korbą 46/30 i kasetą 11-34, hamulce hydrauliczne GRX, opony Schwalbe G-One 700x38C. Waga w okolicach 11 kg, czyli o jakieś 3-4 kg mniej niż mój full i o 13 mniej niż mój elektryk. Cena zależnie od rocznika i promocji krąży w okolicach 5-6 tysięcy złotych, ale ceny Rometów potrafią mocno nurkować w wyprzedażach, więc aktualną konfigurację i cennik sprawdź na romet.pl, bo specyfikacje między rocznikami się zmieniały.
Z perspektywy MTB-owca dwie rzeczy zasługują na szacunek. Po pierwsze GRX, czyli osobna grupa gravelowa Shimano, a nie szosowa przeróbka: manetki mają pewny chwyt, a hydrauliczne hamulce po prostu działają, choć po moich czterotłoczkowych zaciskach musiałem przestawić głowę na dłuższe drogi hamowania. Po drugie karbonowy widelec w rowerze za te pieniądze, który faktycznie filtruje drobne drgania z szutru.
Zabawne spostrzeżenie człowieka, który ostatni przedni przerzut widział w swoim rowerze w 2014 roku: powrót do dwóch tarcz z przodu był jak powrót do projektu pisanego w starym frameworku. Przez pierwsze dni klikałem nie tę manetkę, ale po tygodniu doceniłem logikę: 46 na płaskie i rozpędzanie, 30 na podjazdy, a przy gęstej kasecie skoki między przełożeniami są małe i kadencję trzyma się łatwo. W terenie napęd 1x wygrywa bez dyskusji, na szutrowo-asfaltowych dystansach 2×10 ma swoje twarde uzasadnienie.
Tam, gdzie Aspre robi robotę
Na szutrze i asfalcie ten rower jest po prostu szybki. Średnie prędkości z moich pętli po dolinach wyszły o kilka km/h wyższe niż na jakimkolwiek moim MTB i to przy niższym tętnie. Przełożenie 46/30 z kasetą 11-34 wystarczyło mi na każdy asfaltowy podjazd w okolicy, łącznie z dłuższymi ciągami pod Szyndzielnię od strony dolnej stacji. Pozycja na baranku po dwóch dniach przestała być egzotyką, a po tygodniu doceniłem możliwość zmiany chwytu na długich odcinkach: na MTB ręce mają jedną pozycję i kropka. Sto kilometrów po mieszanych nawierzchniach w jeden dzień? Na tym rowerze to normalna sobota, nie wyczyn. Hamulce GRX na długim asfaltowym zjeździe znad Przegibka zachowały punkt pracy, choć z nawykami po czterotłoczkowych zaciskach dozowałem je wcześniej i ostrożniej.
Tam, gdzie MTB-owiec się nudzi albo zaczyna bać
Obietnica jest taka: gravel „wjedzie wszędzie”. Realia są takie: granica przebiega dokładnie tam, gdzie zaczyna się prawdziwy teren. Opona 38 mm na luźnym, kamienistym zjeździe z beskidzkiej przecinki to ćwiczenie z zarządzania strachem: brak zawieszenia, brak objętości opony, baranek zamiast szerokiej kierownicy i hamowanie, które trzeba planować z wyprzedzeniem. Zjazd, który na fullu przejeżdżam bez myślenia, na Aspre pokonywałem w napięciu i ze dwa razy schodziłem z roweru. Brak droppera oznacza, że na stromiznach siodło jest dokładnie tam, gdzie nie powinno być. Na singletrackach w stylu Enduro Trails nie ma czego szukać i to nie jest zarzut wobec Rometa, tylko wobec pomysłu zabierania gravela na trasy enduro.
Nudna jest też, paradoksalnie, sprawność tego roweru: na szutrze nic się nie dzieje. MTB-owca, którego frajda pochodzi z techniki i terenu, gravel uczy zupełnie innej przyjemności, takiej bardziej wytrzymałościowo-krajobrazowej. Po dwóch tygodniach wiem, że to działa, ale działa na inną część mózgu.
Co bym zmienił od razu, gdyby został u mnie
Trzy rzeczy do zmiany od ręki. Po pierwsze tubeless: G-One w wersji bezdętkowej plus mleko i temat kapci na szutrze praktycznie znika. Po drugie szersze opony, jeśli rama je przyjmie: kumpel twierdzi, że 40 mm wejdzie bez problemu, ale prześwitu nie mierzyłem, więc traktuj to jako pogłoskę z drugiej ręki, nie jako specyfikację. Po trzecie owijka i siodło pod siebie, bo to rzeczy tak osobiste jak buty. Zwróć uwagę, że żadna z tych zmian nie dotyka napędu ani hamulców: baza jest po prostu dobra i to jest najlepsza rekomendacja, jaką mogę wystawić rowerowi w tej cenie.
Dla kogo Aspre 2 jest, a dla kogo nie
- Jest dla ciebie, jeśli: 70-80 procent twojej jazdy to szutry, drogi leśne i asfalt, chcesz jednego roweru do wszystkiego poza górskim terenem, dojeżdżasz do pracy i planujesz lekki bikepacking. W tej roli to bardzo dużo roweru za te pieniądze.
- Nie jest dla ciebie, jeśli: mieszkasz pod górami i kręcą cię zjazdy, korzenie i kamienie. Wtedy za podobny budżet bierz hardtaila MTB, a dylemat rozpisałem w tekstach hardtail kontra full i co dostaniesz w MTB do 10 tysięcy.
Po głębszą gravelową perspektywę odsyłam do Aleksandry z 4rowery.pl, która w tym świecie siedzi na co dzień. Ja jestem w nim tylko turystą z dwutygodniową wizą.
Werdykt MTB-owca
Romet Aspre 2 robi dokładnie to, do czego go zaprojektowano, i robi to dobrze: szybka, wytrzymała maszyna na szutry z porządnym osprzętem za rozsądne pieniądze. Oddałem go kumplowi bez żalu, ale też bez złego słowa. To nie jest gorsze MTB. To inny rower do innej jazdy i dopóki obie strony to rozumieją, wszyscy są zadowoleni. Miałem go wyśmiać, ale dane z licznika mówią, że przez dwa tygodnie przejechałem na nim więcej kilometrów, niż planowałem.
Jeśli po tym tekście dalej wahasz się między gravelem a MTB, zrób to, co ja: pożycz. Dwa tygodnie na cudzym rowerze powiedzą ci o twoich potrzebach więcej niż dwadzieścia recenzji, łącznie z tą.


