W tym artykule (7)
Od razu wyjaśnienie, zanim ktoś zarzuci mi ściemę: nie kupiłem Levo SL. Jeżdżę na full power Cube Stereo Hybrid i przy nim zostaję. Ale Maciek, kumpel z bielskiej ekipy, kupił Levo SL w wersji Comp Carbon i przez kilkanaście miesięcy regularnie się zamienialiśmy – jemu pasowało porównanie z full power, mnie ciekawiło, czy light assist to przyszłość, czy moda. Z moich jazd uzbierało się około 1500 km, głównie Beskid Śląski i Mały, trochę Jury. To wystarczy na recenzję uczciwszą niż test z jednego weekendu prasowego.
Czym jest Levo SL drugiej generacji
Levo SL to lżejsza, słabsza siostra zwykłego Levo. Silnik SL 1.2 własnej konstrukcji Specialized daje 50 Nm momentu i 320 W mocy szczytowej, sama jednostka waży według producenta 1,95 kg. Bateria zintegrowana ma 320 Wh, do tego można dokupić extender montowany w koszyku na bidon. Wagowo: S-Works schodzi w okolice 17,5 kg, testowany Comp Carbon z pedałami i wkładkami tubeless pokazał u nas na wadze hakowej nieco ponad 19 kg. Dla porównania moje Cube to prawie 25 kg, a analogowy Spectral – niecałe 15.
Ciekawostka historyczna: pełnoprądowe Levo przez lata jeździło na silnikach wywodzących się z Brose, o czym napisałem osobno przy okazji tekstu o Brose Drive S Mag. Jednostki SL to inna linia, projektowana od początku pod niską wagę.
Jak to jedzie
Najkrócej: jak rower. To zdanie wygląda banalnie, dopóki nie przesiądziecie się z 25-kilogramowego full power. Levo SL skacze po tych samych hopkach co analog, układa się w zakręty bez efektu wożenia walizki i daje się wyciągnąć przednim kołem na każdym progu. Na zjeździe z Klimczoka nie czułem, że jadę na e-bike’u – czułem, że jadę na dobrym fullu, który na podjeździe oddał mi część długu.
Podjazd to inna bajka niż na full power. 50 Nm nie wciąga na ścianę za włosy: trzeba kręcić, utrzymywać kadencję i pilnować trybów. W praktyce wsparcie czuć tak, jakby z nóg zdjęto 15 lat i plecak – jedzie się swoim tempem, tylko szybciej. Tabela mówi: gorzej niż 85 czy 100 Nm. Licznik mówi: po trzech godzinach jazdy mam przejechane podobne pętle, a zmęczenie jest „rowerowe”, nie „siłowniane”. Brałem to za marketingową półprodukcję, dopóki nie zajrzałem do licznika: średnie prędkości na podjazdach miałem o 30-40% wyższe niż na analogu, przy podobnym tętnie.
Levo SL kontra mój full power – liczby z garażu
| Parametr | Levo SL Comp Carbon | Cube Stereo Hybrid (full power) |
|---|---|---|
| Waga z pedałami | ok. 19 kg | ok. 25 kg |
| Moment / moc szczytowa | 50 Nm / 320 W | 85 Nm / ok. 600 W |
| Bateria | 320 Wh (+ extender) | 750 Wh |
| Przewyższenie na baterii (ja, 88 kg) | 800-1200 m | 1400-1600 m |
| Charakter | rower z dopalaczem | winda z amortyzacją |
Najwięcej mówi wiersz z przewyższeniem: full power daje mi w górach o połowę więcej metrów na jednym ładowaniu, ale każdy z nich wożę potem na zjeździe w postaci sześciu dodatkowych kilogramów. Po roku zamian doszliśmy z Maćkiem do zgodnego wniosku, że to nie jest pytanie „który lepszy”, tylko „ile zjazdu, a ile windy chcesz mieć w swoim dniu jazdy”. Odpowiedź na nie ma każdy inną i obie są poprawne.
Zasięg i extender
320 Wh to jest mało i nie ma co tego owijać. Z moich jazd przy wadze 88 kg plus plecak: środkowy tryb Trail i beskidzkie podjazdy dawały mi 800-1000 m przewyższenia na baterii, z odcinkami w Eco dało się wyciągnąć w okolice 1200 m. Maciek, lżejszy ode mnie o dobre 10 kg, regularnie robi więcej, co tylko potwierdza zasadę: w light assist waga rowerzysty to najważniejszy parametr specyfikacji, którego nie ma w specyfikacji. Metodologię pomiarów opisałem przy teście zasięgu e-MTB – tam też o tym, dlaczego deklaracje producentów mają się nijak do gór. Na całodniowe wyjazdy extender przestaje być gadżetem, a zaczyna być obowiązkiem.
Logistyka ładowania jest za to prostsza niż w moim Cube: bateria 320 Wh ładuje się odpowiednio krócej niż 750, a extender ładuje się osobno, jak powerbank. Na weekendowym wyjeździe z jednym gniazdkiem w pokoju to realna przewaga, której nie znajdziecie w żadnej tabeli porównawczej.
Kultura pracy i serwis
Silnik SL 1.2 przy niskiej prędkości wydaje wysoki, cichy świst, słyszalny głównie na betonowym podjeździe pod las. Po godzinie przestałem go rejestrować, ale osoby wrażliwe na dźwięki niech zrobią dłuższą jazdę testową. Powyżej 25 km/h opór własny jest niewyczuwalny – rower jedzie jak analog, co przy tej wadze ma sens, bo na płaskim i tak większość czasu spędza się nad limitem wspomagania. Serwisowo obowiązuje to samo co przy każdym współczesnym e-MTB: diagnostyka i ewentualne naprawy silnika tylko przez autoryzowany serwis Specialized, samodzielnie zostaje napęd, zawieszenie i hamulce.
Jedna rzecz, którą polecam zrobić od razu: konfiguracja trybów w firmowej aplikacji Specialized. Fabryczny tryb Turbo zjada baterię efektownie i bez sensu; po ścięciu go o jedną trzecią rower jeździ niemal tak samo, a zasięg rośnie odczuwalnie. To pięć minut roboty, której większość właścicieli nigdy nie wykonuje, a która zmienia ten rower bardziej niż niejeden tuning osprzętu.
Dla kogo to NIE jest
- Dla szukających windy. Jeśli celem jest osiem zjazdów z Szyndzielni w jeden dzień, full power robi to lepiej i taniej.
- Dla cięższych zawodników bez extendera. Powyżej 95-100 kg z plecakiem zasięg w górach robi się na tyle krótki, że planowanie pętli zaczyna przypominać planowanie lotu dronem.
- Dla liczących każdą złotówkę. Za cenę Levo SL kupuje się pełnoprądowe e-MTB z wyższą specyfikacją osprzętu albo bardzo dobrego analogowego fulla z zapasem gotówki na wyjazdy.
- Dla bywalców bike parków. Na wyciągu lekkość nie gra roli, a 50 Nm nie pomaga w kolejce do gondoli. Do parkowej jazdy full power albo analog zjazdowy zrobią robotę taniej i trwalej.
Werdykt po 1500 km
Levo SL to najbliższe zwykłemu rowerowi e-MTB, na jakim jeździłem, i jedyne, które nie wymaga ode mnie zmiany nawyków z analoga. Gdybym ważył 75 kg, mieszkał pod łagodniejszymi górami i miał wolny budżet w tej wysokości – kupiłbym je bez dyskusji. Ważę jednak prawie 90, mieszkam pod Klimczokiem i wożę plecak z narzędziami na pół ekipy, więc zostaję przy full power. Pełne tło tej decyzji i przegląd obu segmentów rynku znajdziecie w moim rankingu e-MTB 2026. A Maćkowi roweru zazdroszczę dokładnie do pierwszego dłuższego podjazdu, na którym kończy mu się bateria.

