Tylko administrator może dodać nowego użytkownika.

Żeby nie żałować! Enduro czy fatbike?

Żeby nie żałować! Enduro czy fatbike?

AKTUALNOŚCI ENDURO FATBIKING 1 komentarz przez

Każdego roku przychodzi w górach taki okres czasu, który jest pewnego rodzaju pograniczem między „jeszcze jesienią” a „już zimą”: kiedy w dolnych partiach są jeszcze fajne warunki, ale wyżej jest już albo śnieg albo błoto albo jedno i drugie. To ten moment, kiedy się zaczynamy dokładniej niż zwykle zastanawiać dokąd pojedziemy: czy szczyreckie błoto nie ściągnie nam kapci z nóg? Czy lepiej wybrać niższe góry albo takie, gdzie na trasach pozostają dość dobre warunki, nawet po ulewnym deszczu? Czy może od razu wybrać jakiegoś hamburgera Enduro i pojechać na „gotowca”, gdzie wiadomo że szutrowy podjazd pozostanie szutrowy, a „Stary Zielony” pozostanie i Stary i Zielony? Czy prognoza pogody jest łaskawsza dla Beskidu Sądeckiego czy Wyspowego?

Od tego roku do tych wszystkich znaków zapytania dochodzi jeszcze jeden: czy zabrać nasze Enduro czy naszych tłustych towarzyszy? Czy jeżeli zabierzemy fatbajki a trasy okażą się pokaleczone progami jak czterdziestocalowe telewizory, to czy tego pożałujemy? Co zrobić, żeby NIE ŻAŁOWAĆ swojej decyzji? Który rower zabrać, żeby NIE ŻAŁOWAĆ swojego wyboru?! Dokąd pojechać, żeby nie ŻAŁOWAĆ?

Do tej pory, zawsze kiedy ruszaliśmy w góry bezwzględnie chcieliśmy, żeby pod tyłkami tańczyło nam przynajmniej 150 mm skoku. W tym roku okazało się, że jeszcze można się dobrze bawić, kiedy pod tyłkiem jedyne co zatańczy, to 4,5 calowa opona z bieżnikiem jak wspomniane wyżej czterdziestocalowe progi (my obecnie tańczymy na Kenda Juggernaut Pro). Do końca jeszcze w to nie wierzymy, ale po kilku próbach okazuje się, że jeżeli warunki na trasach są mokre, podłoże może być śliskie albo luźne, albo i jedno i drugie, to nasze Tłuściochy, czepiając się podłoża jak rzep psiego ogona sprawdzają się pierwsza klasa!

Uczucie, kiedy ruszasz na nieznane trasy, na które od tygodnia pada deszcz (i śnieg), ale zaczynasz zjeżdżać z przełęczy totalnie BEZTROSKO, nie trzymając się żadnego szlaku, żadnej trasy, żadnego planu i żadnej mapy – bezcenne. Uczucie, kiedy tniesz oponami świeży śnieg – bezcenne. Uczucie, kiedy nie jesteś w żaden sposób uzależniony od jakkolwiek przetartego szlaku, kiedy możesz spojrzeć przed siebie i po prostu tam pojechać – bezcenne. Uczucie, kiedy zjeżdżasz „w poszukiwaniu Enduro” na krechę, ale na końcu jedynie do cudzego ogródka – tym bardziej bezcenne. I na końcu: świadomość, że w Twoich oponach jest ciśnienie które nie przekracza 0,5 bar – odjechana.

Mamy w Niemczech kolegę – vertridera. Nasz kolega vertrider ma również kolegów vertriderów. Tylko że w Stanach Zjednoczonych. Ale za to w jednym z najbardziej deszczowych regionów górskich. I chociaż tam ciągle pada, to oni tam ciągle jeżdżą, a on tam ciągle lata i też jeździ. Ostatnio opowiadał nam historyjkę o tym, jak od dłuższego czasu ujeżdżają fatbajki: najpierw trochę obawiali się siać sobie obciach: vertrider na grubych oponach raczej nie może liczyć na nagrodę za Lans Roku. Ale kiedy się okazało, że dzięki tłuściochom sezon się właściwie nigdy nie kończy, a warunki na trasach są zawsze dobre, ich szacunek do grubych rowerów wzrósł o 100%.

My najbardziej ŻAŁUJEMY kiedy kończy się sezon na góry. Żałujemy, że co najmniej od grudnia do marca góry nie będą tak luzacko dostępne na wypady, chyba że na narty albo deskę.

Jednym zdaniem: najbardziej ŻAŁUJEMY kiedy nie można fajnie jeździć na rowerze.

Ale rower na grubych oponach to zmienia: sezon się już nie kończy. Tak po prostu jest. Niezależnie od tego, jaka jest nasza „ideologia Enduro”, fatbike przedłuża sezon w nieskończoność. Koniec. Kropka.

Dlatego nie żałujmy sobie fatbajków, żeby nie żałować jeżdżenia.

Bo to o to jeżdżenie przecież, a nie o ideologię nam wszystkim chodzi… Prawda?

Autor

Powiązane wpisy

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Your data will be safe! Your e-mail address will not be published. Also other data will not be shared with third person. Required fields marked as *