W tym artykule (5)
Bike Park Bałtów leży w województwie świętokrzyskim, w dolinie Kamiennej na Przedgórzu Iłżeckim, na stoku ośrodka Szwajcaria Bałtowska, i jest jednym z nielicznych miejsc z wyciągiem dla rowerzystów w tej części Polski. Z Bielska-Białej to dla mnie ponad 300 km w jedną stronę, więc pytanie z tytułu zadawałem sobie całkiem serio przez całą trasę. Odpowiedź, jak zwykle, zależy od tego, kim jesteś i skąd jedziesz.
Co zastałem na miejscu
Park oferuje trasy w trzech poziomach trudności: dwie zielone, dwie niebieskie i dwie czerwone – razem sześć linii poprowadzonych po stoku Szwajcarii Bałtowskiej. Na górę wywozi wyciąg krzesełkowy przystosowany do transportu rowerów; bilety kupuje się przy dolnej stacji. U podnóża stoku działa wypożyczalnia rowerów z serwisem, są punkty gastronomiczne i zaplecze sanitarne. Park pracuje w sezonie wiosna – jesień. Całość robi wrażenie miejsca pomyślanego o początkujących i średniozaawansowanych: progresja od zielonych do czerwonych jest płynna, bez przepaści między poziomami.
Charakter jazdy: to nie Beskidy i nie udaje, że jest
Powiedzmy to wprost: świętokrzyskie wzgórza to nie Beskid Śląski, a przewyższenia są tu skromne. Zjazdy wychodzą krótkie, za to rotacja jest szybka – kółko kręci się sprawnie i w godzinę robisz więcej przejazdów niż w niejednym dużym parku z kolejką do kolejki. Dla osoby uczącej się band i hopek to zaleta: więcej powtórzeń tego samego elementu w jednostce czasu to szybsza nauka. Sceptyk we mnie chce powiedzieć, że krótki zjazd to mało jazdy, ale licznik przejazdów na koniec dnia mówi co innego.
Z dwóch dni jazdy najwięcej wyniosłem z pracy na niebieskich: bandy są tu poprowadzone czytelnie, bez podchwytliwych promieni, więc dobrze nadają się do układania techniki. Czerwone dokładają tempa i kilka mocniejszych przegięć terenu, ale nie ma tu sekcji, przy których czerwone linie beskidzkich parków wydałyby się łagodne. I to jest spójne z profilem miejsca: Bałtów nie celuje w zawodników enduro, tylko w ludzi, którzy chcą bezpiecznie wejść w grawitację albo spędzić dzień na sprawnym powtarzaniu podstaw. Rodziny z dziećmi na rowerach widziałem tu zresztą częściej niż w niejednym beskidzkim parku i to chyba najlepsza recenzja profilu tras, jaką da się wystawić.
Ceny i logistyka
Cennika nie podaję, bo na dzień pisania nie wisiał w wersji, którą mógłbym odpowiedzialnie zacytować – przed wyjazdem sprawdź aktualne stawki na stronie Bałtów Aktywnie. Przy 300 km w jedną stronę to akurat element planowania, którego bym nie pomijał. Dojazd: park leży na północno-wschodnim krańcu województwa świętokrzyskiego, blisko granicy z mazowieckim i lubelskim – i to jest istotny kontekst całej oceny.
Sam wyjazd zorganizowałem jako weekend: wyjazd w piątek po pracy, dwa noclegi na miejscu, jazda w sobotę i pół niedzieli, powrót wieczorem. Przy tej odległości wypad na jeden dzień nie ma matematycznego sensu – osiem godzin za kierownicą do pięciu godzin na rowerze to proporcja, której nie obroni żaden park. Baza noclegowa wokół kompleksu jest rozbudowana, od pól namiotowych po pensjonaty, więc skala budżetu zależy od ciebie.
Czy 300 km ma sens: rachunek Kamila
Rozbijmy to na przypadki:
- Jedziesz z południa Polski wyłącznie pod gravity: nie. Z Bielska, Krakowa czy Katowic masz bliżej do Kasiny, Kluszkowiec czy Białki, z większym przewyższeniem i dłuższymi zjazdami.
- Mieszkasz na Mazowszu, Lubelszczyźnie albo w okolicach Radomia i Kielc: jak najbardziej tak. Bałtów to jeden z najbliższych wyciągów rowerowych dla całej tej części kraju i uczciwa alternatywa dla wyprawy w góry na pełny weekend.
- Jedziesz z rodziną: tu Bałtów gra w innej lidze. Park rowerowy to część większego kompleksu turystycznego, z parkiem dinozaurów na czele – da się ułożyć weekend, w którym każdy ma swój program, a rowerzysta swoje przejazdy.
- Zaczynasz przygodę z grawitacją: sześć tras z łagodną progresją i szybką rotacją to dobre środowisko do nauki, bez presji wielkiego parku.
Werdykt
Po dwóch dniach mogę powiedzieć: Bike Park Bałtów robi dokładnie to, co obiecuje, i nie udaje większego, niż jest. Jako samodzielny cel podróży przez pół Polski dla kogoś, kto ma Beskidy za płotem – słaby pomysł. Jako lokalny park dla centralnej i wschodniej Polski albo element rodzinnego weekendu – solidna, przemyślana miejscówka.
Gdybym miał zamknąć to w jednym zdaniu dla ludzi z południa: traktujcie Bałtów tak, jak ludzie z Warszawy traktują wasze beskidzkie parki – jako cel na specjalną okazję, nie na zwykły weekend. Geografia działa w obie strony i akurat w tym przypadku to dobra wiadomość: każda część Polski ma dziś swój wyciąg w zasięgu rozsądnego dojazdu, a to jeszcze dekadę temu nie było oczywiste. Pełną listę polskich parków i tras grawitacyjnych zbieram w przewodniku po enduro w Polsce. Aktualne informacje o parku: Bałtów Aktywnie.


